Zdecydowanie najczęściej powtarzającą się skargą rodziców jest pełne bezradnej złości stwierdzenie: „Moje dziecko mnie nie słucha". Przy bliższym poznaniu sprawy okazuje się, że rodzicom tym nie chodzi bynajmniej o to, iż ich potomek nie słucha tego, co mówią oni do niego w różnych okolicznościach (np. opowiadając mu bajki, uzgadniając, co i dlaczego będzie się działo w najbliższej przyszłości, czy prowadząc inne „rozmowy o życiu"), ale o bardzo konkretną rzecz. Otóż „niesłuchanie" polega bądź na konieczności wielokrotnego powtarzania wydawanych dziecku poleceń, zanim przystąpi ono do ich wykonania, odwlekając ten moment za pomocą sławetnego „zaraz", bądź na negowaniu tych poleceń i otwartej odmowie ich wykonania.
Aby zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, warto przeanalizować dwie sprawy: okoliczności i sposób wydawania poleceń oraz to, co następuje już po ich wydaniu. Zacznijmy od sprawy pierwszej.
Wiele wskazuje na to, że w tych rodzinach, gdzie daje
o sobie znać problem nieposłuszeństwa dzieci (bo tak go chyba w końcu trzeba nazwać), polecenia ze strony rodziców padają z reguły wtedy, kiedy dzieci są czymś zajęte.