Moment pójścia syna czy córki do szkoły rodzice uważają z reguły za koniec etapu ich „dziecinnego" zachowania się. Pewne rodzaje pieszczot, udzielanie wielu form pomocy czy też tolerowanie „reliktów" z wcześniejszych okresów rozwoju zostają wstrzymane, ponieważ potomek jest już na nie „za duży". Koniec mówią oni np. z pomocą przy ubieraniu się, karmieniu łyżką, z opowiadaniem bajek na dobranoc, z „całuskami" przed zaśnięciem, z braniem na ręce, kiedy bolą nogi, z possaniem sobie czasem smoczka, gdy jest smutno bo jesteś już duży. Rodzice ci nie zdają sobie sprawy, że, po pierwsze w ten sposób zaburzają ciągłość doświadczeń dziecka i, po drugie, zbyt gwałtownie zakłócają dotychczas obowiązującą w systemie rodzinnym równowagę. Wyeliminowanie tych zachowań, które ich pociecha dobrze zna i do których jest przywiązana, odczuwa ona jako przykrą i niezasłużoną stratę, a przez to fakt podejmowania nowych, bardziej dorosłych ról może odbierać jako pozbawienie jej dotychczasowych przywilejów.