Otóż z całą pewnością nie jest ono chorobą, a więc nie można go wyleczyć ani lekarstwami, ani akupunkturą, ani hipnozą, ani ziołami, ani dotykaniem czy egzorcyzmami. Mimowolne sikanie do łóżka jest, jak wszystko zdaje się na to wskazywać, wynikiem niewykształcenia się u dziecka (z różnych, czasami bliżej nie znanych powodów) określonego systemu nawyków odpowiedzialnych za świadomą kontrolę procesu wydalania. „Leczenie" zaś owej przypadłości, co logicznie wynika z wyżej przyjętego założenia, powinno być tworzeniem tego systemu nawyków, czyli budowaniem czegoś nowego, a nie usuwaniem zaburzeń lub niesprawności, jak to ma miejsce w procedurach medycznych. Jeśli zaś ma ono być aktywnym wytwarzaniem systemu nawyków, to musi trwać pewien dłuższy lub krótszy czas, potrzebny do wielopłaszczyznowego uwarunkowania dziecka, w którym to złożonym i niełatwym procesie będzie ono z zaangażowaniem uczestniczyć. W procesie tym równie ważne jest to, co trzeba robić, aby powstał wspomniany system nawyków, jak i to, czego robić nie należy, żeby w jego tworzeniu się nie przeszkadzać.